Cyrk przymiarek

W Kielcach trwa  nie tyle festiwal nazwisk, co  cyrk przymiarek do najważniejszego stanowiska w mieście. Partie poszukują kandydatów na prezydenta nie kryjąc wcale przed wyborcami, jaki to znój i orka na ugorze takie poszukiwania. Przedstawiają więc, sugerują, zgłaszają i odwołują kandydatów na kandydatów, zapowiadając dalsze poszukiwania.
Obecny prezydent Wojciech Lubawski, czy tego chciał czy nie, obrósł w legendę względnie niezależnego, samodzielnego, ale stanowczego gracza politycznego, któremu pilnowanie swoich spraw nie przeszkadza w pilnowaniu spraw mieszkańców. Nie zaszkodziły mu zamawiane u Książka i Rubika oratoria choć tylu przekonanych było, że w tym biednym mieście ludzie na lep muzyki się nie nabiorą i srogo w dniu wyborów odpłacą prezydentowi za to mamienie oczu,  a raczej uszu jakimś wyklaskanym  „Niech mówią, że to nie jest miłość”.
Nie zaszkodziły pomniki mimo, że część z nich to szkaradziejstwa.
Tak więc nie wiadomo kiedy, choć wiadomo jak, prezydent Lubawski wzmacniał swoją pozycję na prezydenckim stołku, aż wytworzył atmosferę przekonania, że zagrozić mu może inny kandydat tylko wtedy, kiedy on sam tego zechce, czyli zrezygnuje z kandydowania. Być może w tym należy szukać przyczyn tak ślamazarnego i skazanego na porażkę zachowania  innych, liczących  się partii.
PSL miał kandydata, który mógł zagrozić Lubawskiemu. Jacek Kowalczyk  wystartował cztery  lata temu i od razu  zaskoczył. Pracował rozsądnie i dużo. Był przygotowany do każdego tematu, wchodził w merytoryczne dyskusje z adwersarzami. Aktywny w sieci, lubiany przez dziennikarzy, z kieleckiego domu, z odpowiednią prezencją mógł zajść daleko. Dlaczego zaprzepaszczono kapitał w postaci głosów które otrzymał cztery lata temu, nie wiadomo. W partiach dzieje się o wiele więcej niż my, zwykli wyborcy wiemy, więc mogło podziać się wszystko. Wyborców zresztą wcale to nie obchodzi. Oni pójdą (jeśli w ogóle pójdą) za kimś, kto ich przekona do siebie. Jacek Kowalczyk miał szansę. Piszę w czasie przeszłym, bo przekonana jestem, że jako czujny gracz wzmógłby swoją aktywność, gdyby to właśnie jego władza szykowała na kandydata. Nie dzieje się nic takiego, więc być może kandydatura radnego Jerzego Pyrka jest kandydaturą aktualną? Z moich prywatnych badań fokusowych wynika, że szans nie ma. Spośród dziewięciu ludowców z którymi rozmawiałam, czterech nie znało nazwiska Pyrek, a pozostali mówili, że to raczej niemożliwe, żeby Pyrek był kandydatem.
Jednak gorsza sytuacja jest w PO. Ta rządząca partia miała, ale już nie ma kandydata na prezydenta Kielc. Przekonywała, że prof. Grzegorz Świt jest mocnym kandydatem. Wspierała go. Co prawda wcześniej najlepszym kandydatem miał być poseł Gierada, no ale to było wcześniej, potem profesor miał go z fasonem zastąpić. To już nie jest aktualna propozycja aktualnej kandydatury. Teraz  PO ma dwoje, też bardzo dobrych kandydatów i zdecyduje się niebawem kto desygnowany będzie do startu przeciw Lubawskiemu. Przepychanki oczywiście będą dziać się na oczach wyborców. Bo choć politycy wiedzą już jak  składać ręce do kamery, żeby  wyborca widział, że  są politykami otwartymi i godnymi zaufania, to nie nauczyli się jeszcze, że takie jawne przepychanki, wyciąganie za uszy kandydatów obrzydzają wybór, nie mówiąc o wypaczaniu idei.

 

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze