Je suis Frank

 
Tytuł nawiązuje do hasła, którym żyje świat po zamachu w Paryżu. Je suis Charlie. Tytuł ma jedynie przyciągnąć Ciebie, kapryśny czytelniku. Nigdy, przenigdy nie zdecydowałabym się na wydrukowanie plakietki „Je suis Frank”, a tym bardziej na jej noszenie. Nawet wtedy, gdy frank nieznacznie, ale wyraźnie szybował. Nawet jak mocno podskoczył ani gdy osiągnął zawrotną cenę 5 złotych.
Tak, jestem w grupie nieszczęsnych frankowiczów. Do tego w grupie nie tych młodych z perspektywami, ale tych starszych bez perspektyw na awans, zmiany. Tych, których nikt już nie podejrzewa, że mogą to i tamto, bo to i owo umieją.
Ale radzę sobie i choćby frank skoczył do 6  złotych też podołam. Nie potrzebuję pomocy Państwa Polskiego, ani polskich podatników! To mój dług i sama dam radę. Dług zaciągnięty był na dom. Sprzedam więc dom jak będzie trzeba.
Jednego  dłużej nie wytrzymam.
Wmawiania mi cwaniactwa, ewentualnie małej rozwagi, braku inteligencji i nie rozumienia podjęcia ryzyka finansowego w chwili zaciągania kredytu we frankach.
-Każdy w miarę rozwinięty człowiek rozumie przecież to ryzyko- powiedziała współpracowniczka Banku Raiffeisen, gdy sąd zapytał dlaczego namówiła klienta na kredyt we frankach, nie tłumacząc mu czym jest ryzyko kursowe czy spread.
Otóż jestem w miarę rozwinięta, ale też uwierzyłam doradcy który namawiał mnie na franki, roztaczając same korzyści.
- Niektórzy radzą brać kredyt w walucie, w której zarabiasz, ale proszę mi wierzyć, sami biorą tylko we frankach-mówił.
Czy sprawdzałam pana z banku? Próbowałam. Zrozumiałam, że owszem, kredyt jest we frankach, ale tak naprawdę w złotówkach. Jedynie stan zadłużenia i raty określano we frankach.
-Frank to chyba najstabilniejsza waluta na świecie- przekonywał doradca. Fakt.
Sprawdziłam też zależność wysokości kredytu od ceny domu. Potem poczytałam o liborze i wiborze i zrugałam się za niski poziom wiedzy, a raczej niewiedzy ekonomicznej.
W końcu ustąpiłam. Bank działał legalnie. W moim Państwie. Są więc przepisy, obyczaje bankowe, które chronią mnie przed oszustwem, chronią w razie kryzysu, myślałam. Kredyt muszę spłacać, na bankowości nie muszę się znać, pomyślałam. Zaufałam nie bankowi, ale Państwu. Instynktownie czułam, że to Państwo, to jakaś ochrona, gwarancja niemataczenia. Wierzyłam, że choć uświęcone nadmiernie prawo przywileju wyboru i własności prywatnej w moim Państwie od jakiegoś czasu już działało, to dla mojego Państwa najważniejszym podmiotem, nadrzędnym dobrem jest OBYWATEL. Czyli… Ja!
Dziś już tak dobrze nie myślę o moim Państwie. Dziś wiem, że walka nie o mnie idzie.
Mojemu Państwu nie szkoda skołowanych ludzi. Moje Państwo nie chce lub nie umie podjąć rozmów z bankami, nie może wyegzekwować aby przepisy bankowe były pisane zrozumiałym językiem, czy żeby w ogóle były. Moje Państwo samo utrwala podział na takich, którzy wzrostu franka nie zauważą i takich, którym ten wzrost zrujnuje życie.
Moje Państwo zatwierdziło porządek, że żyją obok siebie ci, którzy świetnie sobie radzą w życiu z tymi, którzy ile by nie pracowali to i tak sobie nie radzą.
Na dodatek

Jedni nie wiedzą o drugich.
Więc niech Państwo mi nie pomaga. Bo i tak nic z tego nie będzie. Oprócz tego, że  Ci, którzy wzięli kredyt w złotówkach znienawidzą tych, którzy wzięli we frankach i pozostaną w nieutulonym żalu, że znów Państwo ich oszukało!
 

Komentarze

Tak, to prawda - sytuacja z kredytem w tej walucie jest nieciekawa.

Nie, to nieprawda, co napisała Pani o sobie. Jest Pani profesjonalistką, posiada Pani operacyjną wiedzę popartą wieloletnim doświadczeniem. Potrafi Pani spojrzeć na dany temat pozbywając się emocji - mało tego potrafi Pani patrzeć oczami dwóch stron posiadających różne interesy w sprawie. Fakt: Pani potencjał nie jest dostrzegany, nie jest wykorzystywany. Dlaczego? I tu proponuję by pomyślała Pani o swoim pracodawcy. O miejscu w którym Pani pracuje. Jak to wszystko działa, co ma znaczenie, kto ma coś do powiedzenia, jacy to są ludzie. Kto pracuje, dlaczego pracuje, itd. I teraz bardzo proszę by przeniosła to Pani na opisane przez siebie "Państwo".

Szanowna Pani - zwyczajnie uległa Pani ofercie marketingowej. Wsłuchała się Pani i dała pokierować człowiekowi który wziął prowizję od Pani umowy - a firma w której to Pani zrobiła osiągnęła zysk.

Czy zatem słusznie wini Pani "Państwo"? To tak samo jak z paleniem papierosów: wszyscy wiemy, że uzależniają, że powodują choroby i mogą być powodem przedwczesnej śmierci. Czy mamy winić "Państwo" że pozwala na ich legalną sprzedaż?

Każdy ma wolną wolę i może wybierać...

Pozdrawiam. Kamil

PS. A w pracy proszę czasem tupnąć umiejętnie nogą. W tej gromadce rozbrykanych dzieci z łapkami brudnymi od kredek Pani obecność ma iście zbawienne znaczenie.

Trochę w tym komentarzu sprzeczności. Ale przeczytałam kilka razy. Pomyślę jeszcze więcej razy. Dziękuję.

A z tą wolną wolą, to nie jest tak do końca. Zaufanie to nie naiwność. Państwo to organizacja która ma obowiązek chronić przed zagrożeniami, także wewnętrznymi. Moje panstwo spartyjniało,spsiało, opiera sie na ukladach i mrocznych zasadach. Nie zgadzam sie. Ale nie jest ze mnie powstaniec! Bojowniczka tak! Dlatego radzę sobie. Nie narzekam. Ale oglądam, patrzę , oceniam, przestrzegam. Pozdrawiam

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze