Nie zajmujmy się teraz Durczokiem

Ucieszyła mnie afera z Kamilem Durczokiem. Ucieszyła , bo dała nadzieję rozpoczęcia dyskusji  o stosunkach  jakie panują w mediach.  A one  decydują  o poziomie przekazu dziennikarskiego.  O tym oczywiście powinniśmy rozmawiać po publikacji Wprost, a nie o tym kto, co i  z kim.
Co się stało  właściwie? Ano wielkie nasze wspólne przyzwolenie się stało!
Redaktor naczelny Wprost ma kryminalną przeszłość i stworzył pismo  oparte na insynuacjach, donosach , anonimowych wypowiedziach, sugestiach, oskarżeniach. I nikt nie reaguje. „Wprost” chwali się , że jest najbardziej cytowaną gazetą w Polsce. 
Telewizję zalewa fala  programów gdzie  nabijani w butelkę, brutalnie traktowani  amatorzy sztuk wszelkich  oceniani są przez gwiazdy pławiące się w sławie i luksusach. Niech się pławią, nic mi do tego, ale poprzez tak skonstruowany przekaz łamią młode kręgosłupy.  Bo nie jest tak jak sugeruje  przekaz, że wystarczy chcieć, wystarczy łamać tabu, zdobyć się na oryginalność,  przekląć na antenie, żeby dołączyć do grona  jurorów. Po pierwsze to grono nie powinno stanowić dla młodych jedynego imperatywu, po drugie jak się nie  jest  dziedzicem nazwiska lub fortuny, to trzeba ciężko pracować na sukces w show biznesie. Bo sukces wymaga ciężkiej pracy. Trzeba mieć głowę wypełnioną planami, trzeba być  systematycznym,  zdeterminowanym i nie wiem co jeszcze. A jeśli są od tej zasady wyjątki, to jedynie potwierdzające regułę.
Nie zajmujmy się teraz Durczokiem, niech komisja powołana po to żeby wszystko wyjaśnić, spokojnie wyjaśnia, ale zajmijmy się na poważnie stosunkami w mediach. Mówmy o szale  wypracowywania jak najwiekszych  zysków dla właścicieli środków przekazu. O tym mówmy,  bo ceną  jest kiepskie dziennikarstwo. Zmęczeni dziennikarze pracują ponad wszelkie normy czasowe, znosząc  wybuchowych szefów, niesprawiedliwy system wynagradzania, bo nie widzą perspektywy dla siebie.
Mówmy o upolitycznieniu mediów publicznych, ustawianych konkursach na prezesów. Wiem o tym wiele. Pamiętam jak ktoś z przyjaciół zadał mi  niespodziewanie pytanie: jak to jest. Wygrałaś  konkurs na wiceprezesa radia,  ogłosili to  gazetach, teraz kombunują żeby ktoś inny zajął Twoje  miejsce,  a media nie protestują?  Zaskoczył mnie. Dlaczego właściwie koleżanki i koledzy mieliby w nie swojej sprawie protestować? Dziś myślę inaczej. To była ich sprawa. Bo na mnie tylko padło tym razem, ale gwałcono prawa całych wolnych mediów.
Zastanówmy się, dlaczego nie możemy odróżnić artykułów sponsorowanych od solidnych, dziennikarskich, dlaczego nie jest to wyraźnie zaznaczone pod tekstem? Dlaczego dziennikarze biegają za reklamą,  wchodzą w zażyłe, towarzyskie  stosunki z politykami i biznesem? Dlaczego między  promocją a dziennikarstwem nie ma Muru Chińskiego, jak chciał Ryszard Kapuściński? Kiedy do tego dopuściliśmy i kiedy uznaliśmy, że to norma?
Znani dziennikarze brylują na salonach, czasem coś przeskrobią, stać ich, mają władzę, a czasem ktoś inny kto chciałaby być na ich miejscu, z tej zazdrości już wytrzymać nie może i kroi aferę w odcinkach. Słupki rosną. Słupki słuchania, oglądania, czytelnictwa. Bo o słupki i forsę jedynie chodzi. Stosunki jakie panują w mediach, są tylko wypadkową tych dążeń.  Ta walka o słupki wymaga ofiar. Tym razem rafiło na Durczoka.

 

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze