Tabloidyzacja mediów, a przekaz informacyjny

 

Tabloidyzacja mediów jest faktem. Polega na tabloidyzacji przekazu: na uproszczeniu rzeczywistości, jednostronnym przedstawieniu problemu, skrótowym traktowaniu tematu, graniu na emocjach, kreowaniu sensacji, często żenujących treściach. Tabloidyzacja to krzykliwe napisy, proste historyjki zamiast publicystyki, język pełen epitetów, cytatów,  narracja obrazkowa itd.
    Oczywiście popyt na niskie treści, występuje na całym świecie. Wystarczy przywołać choćby brytyjski The Sun, bijący wszelkie rekordy popularności. W 1955 roku wyszedł w nakładzie ponad 4 mln.880 tysięcy egzemplarzy! I chociaż potem nigdy już nie osiągnął podobnego wyniku, to jego nakład dalej utrzymuje się na poziomie około 3 mln. egzemtlarzy. Zważywszy na treści, które ze sobą niesie: brak informacji ze świata, zmarginalizowane do jednej strony wiadomości polityczne, duże zdjęcia i doniesienia ze sfer show biznesu, można łatwo ocenić wpływ dziennika na jego odbiorców.
Nie ma sensu zarzucać tabloidom, że są jakie są, bo to właśnie jest ich istotą. Jednak problem jest, nawet dwa problemy.

Pierwszy związany z tym, że tabloidyzacja bardzo się rozpycha. To, że najbardziej tabloidowe  tytuły mają jak na polskie warunki bardzo duże nakłady: Fakt najwyższy 352 tysięcy, czy Super Express ze swoimi 164 tysiącami trzeci w kolejności, że prasa tabloidowa odnosi sukcesy, więc z jej narzędzi  korzystają tytuły, które dotychczas dbały  o treść, poziom przekazu.
Tabloidyzacja zmienia nawet poważne tytuły w pogoni za nowym widzem i ze strachu przed stratą starego. Tytuły zatracają swój pierwotny charakter, plasując  się gdzieś między brukowcem a opiniotwórczym dziennikiem.
Wszystko wokół się tabloidyzuje, więc  przestajemy mieć wybór! To właśnie ten pierwszy problem. Większy od sprzedających się w dużym nakładzie brukowców..
Dziennikarze postrzegani jeszcze niedawno jako ambitni, zastępują publicystyczne debaty programami typu show, dobierając gości w taki sposób, aby publiczność miała swoje igrzyska. Przykładem jest Tomasz Lis .Lis deklarując, że całe jego dziennikarstwo polega na tłumaczeniu świata, odszedł całkowicie od tego tłumaczenia, od tego co robił niegdyś w Faktach i zaprasza do studia pana Millera i Ziobrę jednocześnie, rozwiedzione małżeństwa jednocześnie, czy odwiedza ludzi przykutych do łózka. Oczywiście Ci którzy czekają na poważną dyskusje, już tych programów nie oglądają, ale pozostałych jest o wiele więcej. Pozostali utwierdzają się w przekonaniu, że oglądają poważny program
  Nawet wielkonakładowe gazety, powszechnie określane jako elitarne, ambitne, prowadząc już od wielu lat swoją walkę o czytelnika, swój produkt, czyli gazetę uzupełniają treściami odpowiadającymi gustom prostackim. Niby są bezkompromisowe, niby stawiają pytania, niby naśmiewają się z prostackich gustów, niby.
W rzeczywistości podlizują się, ulegają im. Co prawda w takim wypadku tekst czy zdjęcia rodem z tygodnika plotkarskiego uzupełnia się jednym czy kilkoma zdaniami mającymi świadczyć o powadze podjętego tematu (rozmowa Jacka Żakowskiego z Dodą). Czasem otumania się odbiorcę zapewnieniami, że rozmowa z popularną gwiazdą jest tylko próbą socjologicznego ujęcia zjawiska, ale w rzeczywistości to przynęta na czytelnika.
  
Mariusz Janicki, w bardzo ważnym tekście ”Prawdoidy z tabloidów” z 2012 roku, napisał, ze efektem tej tabloidyzacji jest stabloidyzowany umysł.
To jest  ten drugi problem, wynikający z tabloidyzacji. Ta bowiem  musi mieć swoje konsekwencje i ma!  To właśnie ten otłuszczony umysł. Umysł, który nie godzi się na ambitną dyskusję, ekspercką debatę. Oprócz telewizyjnych show i wpisów na portalach niczego innego nie czyta. Właściciel tabloidowego umysłu budzi się rano i włącza telewizor. Przyjmuje bezkrytycznie wszystko to, co usłyszy i zobaczy. Tabloidowy umysł oburza się na polecenie napisania samodzielnej pracy zaliczeniowej przekonany, że wszystko jest już w sieci, a wymyślanie czegoś nowego, to strata czasu i powielanie. Tabloidowy umysł czerpie informacje o świecie z programów typu talent Show, telewizji śniadaniowych, telenoweli. A przecież jeszcze niedawno odbiorca czerpał wiedzę i wyrabiał własną opinię o polityce, kulturze, sprawach zagranicznych, o otaczającym go świecie z serwisów informacyjnych, publicystycznych debat, programów redakcji zagranicznych, Faktów Tomasza Lisa.
Jeżeli obniżenie poziomu wszelkiego rodzaju programów rozrywkowych można( na siłę) uznać jako tendencję niemającą kluczowego wpływu na społeczeństwo, to na pewno tabloidowe podejście do przekazu informacyjnego stanowi poważny problem,  prowadzący do „jakichś” konsekwencji. Tą konsekwencją jest tabloidowy umysł!

Miał rację medioznawca Łukasz Szumiński pisząc: „Na początku lat 90-tych odbiorcami mediów byli widzowie przyzwyczajeni do topornych treści. Dlatego zaczęto dbać o uatrakcyjnienie treści, aby były bardziej przyswajalne i w tym momencie drogi można było się zatrzymać”.
Jednak nakręcone rywalizacją między sobą media posunęły się za daleko. Dziś są na etapie, na którym już trudno się zatrzymać.
Na początku redakcje, a dokładnie działy reklamy w redakcjach, dodawały do gazet upominki, ludzie kupowali te gazety w których były cenniejsze prezenty, bez względu na tytuł. Był to czas, kiedy w mediach rozwijały się działy  promocji i marketingu. W telewizji w latach 90-tych zaczęły królować formaty. Były to też lata wymiany kadry dziennikarskiej. Odchodzili lub tracili na ważności dziennikarze ze skompromitowanej epoki, wzrosło zapotrzebowanie na młodych „nieskażonych” minionym systemem. Każdy, kto miał choćby niewielkie pojęcia o dziennikarstwie mógł nim zostać. I zostawał. Uczył się na bieżąco, już przygotowując materiały. A media przyśpieszały, nie było czasu na rozmowy o etosie, misji, roli mediów, na porządne studia. Wtedy też runął mur między dziennikarstwem a reklamą, o którym tak dobitnie mówił Ryszard Kapuściński. Mistrz uważał, że dziennikarstwo i reklamę oddziela Mur Chiński, że nigdy te dwa światy nie mogą się ze sobą zejść. Ale schodziły się, od lat 90-tych coraz bardziej. Dziennikarze bywali zmuszani do szukania sponsorów dla swoich audycji, artykułów. Najpierw w ten sposób działały jedynie media komercyjne, później przyszedł czas na media publiczne. To, co niedawno jeszcze było łamaniem Kodeksu Etyki Mediów, zaczęło stawać się codziennością. Dziennikarze łamiący podstawową zasadę w tym zawodzie, zaczęli być postrzegani jako przedsiębiorczy, efektywni, współcześni. W połączeniu ze słabym wykształceniem, brakiem Mistrzów, których wymiotła etykietka odchodzącej epoki, pośpiechem i rozbudzonymi ambicjami, głównie materialnymi, właścicieli i prezesów, przyniosło to  efekt ztabloidyzoawania mediów. Zawód dziennikarza zaczął upodabniać się do innych zawodów, dla których najważniejszym wyznacznikiem efektywności jest aspekt finansowy. Najbardziej docenianymi dziennikarzami stali się Ci, którzy przyciągali przed telewizory największą ilość odbiorców i zapewniali swoim pracodawcą największe zyski z reklam. Poruszane w takim programie tematy, przygotowanie merytoryczne gości programu, zeszły na drugi plan.
Wraz z rozwojem formatów, coraz większą rolę zaczęli odgrywać celebryci. Potrzebni byli do niezliczonych jury, konferansjerek, tańców z gwiazdami. Publiczność zaczęła dostrzegać w tych konkursach szansę dla siebie. Kupowano coraz więcej programów, rósł popyt na celebrytów. Media papierowe i portale też chcą żyć. Ich właściciele chcą żyć jeszcze lepiej, więc pokazywały i pokazują celebrytów. Programy,  artykuły o celebrytach musiały siłą rzeczy wypierać inne, bardziej statyczne, mniej piękne i kolorowe. Wypierały i wypierały. A celebryci nawet jeśli mieliby coś do powiedzenia, to nie od mówienia są, tylko od tańczenia, pokazywania jak sprzątać mieszkanie, jak malować paznokcie, dbać o ciało, robić karierę w modelingu, gotować zupę z raków lub zakwaszać małże andaluzyjskie. Jedyny warunek, jaki stawiają im media, to, aby mówili krótko i dobrze wyglądali. Czasem dobrze jak pobratają się z tak zwanym „zwykłym człowiekiem” i z tego powodu pociągną młodziutką adeptkę modelingu za sutek (Top model), lub powiedzą, że nie życzą sobie, aby na du… wyrosła im ręka (Doda w proteście przeciw modyfikowanej genetycznie żywności w głównym wydaniu wiadomości)
    Właściciele gazet, telewizji, stacji prywatnych i portali cynicznie tłumaczą, że pokazują to, co ludzie chcą czytać, oglądać i słuchać, bo nie chcą dyskryminować żadnych gustów. W telewizji mamy więc show, w gazetach konkursy, rozebrane dziewczyny, plotki i celebrytów. Gazety są kolorowe wypełnione zdjęciami. W rozgłośniach można naigrywać się z Ukrainek, odmieniać słowo zajebiście i d..a przez wszystkie przypadki.
Informacja jako gatunek dziennikarski najważniejszy i podstawowy jednocześnie, właściwie zanika. Jeśli przyjmiemy zgodnie z definicją, że zbudowana jest na zasadzie odwróconej piramidy. Czyli na początku odpowiada na pytanie: co, gdzie, kiedy, potem dlaczego, w jaki sposób i tak dalej, to dziś tak informacji już się nie buduje. Najpierw się szokuje, potem domniemywa, sugeruje, komentuje i wtedy przychodzi czas na rozwinięcie informacji. Najlepiej budować ją tak, aby widz nie rozróżniał faktów od komentarza. Czyli zaprzeczenie całej filozofii, na której oparte powinno być dziennikarstwo.

Pamiętajmy, ludzie naprawdę sprytni i inteligentni „zarządzają”  tabloidyzacją.  Kiedy robią z nas idiotów, ośmieszają nas, ubliżają nam, przykłady w różnych telewizjach show można mnożyć od gotowania, przez sprzątanie śpiewanie mówienie o tłustej d…e, proszę pamiętać mają nas pod kontrolą. To nie my mamy pod kontrolą  plotkarskie fora, brukowce, to treści nieważne, często gorszące, nieistotne z każdego punktu widzenia mają nas pod kontrolą, mamiąc, zawężając nasz świat do świata celebrytów, odciągając od przyjaciół, rodziny, spraw istotnych, od chęci zrozumienia i stawiania sobie pytań. To oni manipulują  nami, są panami, jak to red. Janicki pisze są jak dawni hrabiowie, których nienawidzimy, boimy się, ale zazdrościmy i podziwiamy jednocześnie. Ci hrabiowie to celebryci, którzy  dla dużych zysków pomiatają nami dając złudne nadzieje, że nasz los po dokładnym posprzątaniu mieszkania może się zmienić.  Tabloidyzacja  spowodowała, że wszystko jest widowiskiem. Śmierć, choroba, rozwód, bezdzietność, morderstwo, samotność, bieda. Tabloidy opowiadają nam o tych zjawiskach obrazkową narracją, ustami celebrytów, zdjęciami paparacci, wmawiając, że  wypełniają misję.  Bo dzięki zdjęciu zmaltretowanej żony, psa z wydłubanymi oczami i filmikowi ze ślubu córki prezydenta, będziemy mądrzejsi, bardziej świadomi. Nieważne, że to nieprawda. Że to tandeta. Prawda przecież  jest taka nieciekawa!!! A szkoła, porządna szkoła tabloidu brzmi: To co nieciekawe, nudne,  nie może być ważne.
Jedyna nadzieja, że widz się znudzi, że odejdzie od telewizora, bo zrozumie, że ślub córki prezydenta nie może mu przesłaniać jego problemów, że to płaskie rozumienie świata narzucane przez media jest passe, a nie brak w szafie marynarki o jedynym, modnym w tym sezonie szerokim kroju ramion.

Komentarze

Dobrze, że przyjęło się określenie celebryta w odróżnieniu od gwiazdy...

Nie pomyślałam, ale rzeczywiście. Pozdrawiam

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze