Wykalkulujmy sobie dziecko

Opowiadała  znajoma internistka,  jak do jej   gabinetu  przyszła mama  z dzieckiem  w nosidełku. Mimo wysokich obcasów i wysokiej temperatury miała przez ramię przewieszoną torbę  jak najbardziej w konwencji  nosidełka, wypchaną   ubrankami  na zmianę, chusteczkami nasączonymi  i nie,  zabawkami na wszelki wypadek  i butelkami  z piciem.
Od progu zapowiedziała cel swojej wizyty. Potrzebne jest zwolnienie. Zresztą, przez tę pogodę  miała młoda mama przyjść już wczoraj do lekarza.  Wiadomo, jak się jest mamą to człowiek  zmęczony podwójnie. Wychowaniem dziecka, całym tym rozgardiaszem i w ogóle.
-Co Pani dolega? spytała  lekarka
-No przecież mówię, mówi  chora pacjentka
-Ja pytam co Pani jest?
Nie dostała zwolnienia, nie chciała się zbadać, w gniewie  opuściła  gabinet okutana  w torby, nosidełko, podbita  wysokimi obcasami.
Koleżanka tłumaczyła się z takiego lekce  traktowania  pacjenta kierownikowi przychodni.
Brak dzieci w Polsce jest poważnym problemem. To oczywiste. Problemem społecznym, demograficznym i co wybory to politycznym.  Sprawa jest poważna, bo  dzieci coraz mniej i nikomu  się to podobać nie może.  Ale sprawa jest też prosta  do zdefiniowania.
  Do tej pory  ludzie dzieci  mieli bo chcieli, dzisiaj chcą jak  wykalkulują, że już mogą chcieć!
Gdy ja rodziłam swoje dzieci, po prostu bardzo tego pragnęłam. Byłam dziennikarką, widziałam jak uciekają mi tematy, pieniądze.  Ale ja ani przez moment nie kalkulowałam.  Byłam szczęśliwa, choć nie było  sklepów z ciuchami dla mam, staników dla karmiących. Co prawda  „wchodziły”  na rynek  jednorazowe pieluchy, ale mało kogo było na nie stać. Nie było becikowego, tatusiowego, odwiedzin w szpitalu. Ale ja byłam taka szczęśliwa! Dlaczego dzisiaj to nie jest takie proste? Skąd tyle kalkulacji i warunków?
Oczywiście,  do wychowania dziecka potrzebne jest wsparcie, całe hektary wsparcia psychicznego, materialnego . I dobre przepisy prawa. Młoda matka nie poradzi sobie całkiem  sama.
Niech się przyszłe matki upominają się o dobre przepisy prawa, żłobki i przedszkola. Ale niech odpowiedzialność  urodzenia i odchowania dziecka wezmą na siebie,   na męża czy partnera, jak tam kto chce!
  Jeśli potrafią utrzymać normalne relacje z rodzicami, teściami, rodzinami,  przyjaciółkami, to na pewno  w sytuacjach podbramkowych będą miały do kogo zwrócić się o pomoc. Niech nie mnożą oczekiwań, nie narzekają na warunki, brak pieniędzy. A gdy już są w ciąży,  niech będą piękne i dumne jak każda przyszła matka w każdej  przeszłej epoce, od początku świata, a nie roszczeniowe, narzekające, od pierwszego dnia ciąży na zwolnieniu lekarskim!
Nie wspierajmy przyszłych matek w ich kalkulacjach!

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze