Żenujące zarobki dziennikarzy

Kilka dni temu w Gazecie Wyborczej czytając artykuł natknęłam się na takie oto zdanie. Cytuję z pamięci.

Lekarze zarabiają już czasami więcej niż dziennikarze.
To przewrotna i tak nieprawdziwa teza, że nie warto było się denerwować, tracić energii  na irytację. Pozostawiłam na uwięzi moją wybuchowość i roześmiałam się serdecznie.
Niestety za kilka dni, red.  Jacek Żakowski przy okazji polemiki w sprawie uposażeń górniczych, posłużył się przykładem zarobków i przywilejów dziennikarskich.  Pisał o premiach, nagrodach, wierszówkach, telefonach, komputerach a nawet  samochodach, które czasem  otrzymują dziennikarze, aby mogli wykonywać swoją pracę.
To odcięcie od świata rzeczywistego, przedstawianie problemu jedynie z punktu widzenia warszawki i grupy znanych z gazet, radia i telewizji dziennikarzy, jest nagminne i świadczy o braku podstawowej wiedzy na temat kondycji finansowej dziennikarzy z prowincji. Czyli prawie wszystkich kolegów, bo jak wiadomo dla warszawki wszystko poza ich salonem jest prowincją.
Justyna przepracowała w publicznym radiu w dużym mieście prawie 28 lat. Była reporterką, publicystką młodszą, publicystką starszą, przez chwilę reportażystką, potem kierowniczką redakcji. Po zmianach organizacyjnych przestała być kierowniczką. Jest wydawcą i reporterką jak przed laty. Z przywilejów ma telefon, przez który gada bez przerwy umawiając się na nagrania, no i czasami samochód na określony czas i kilometrówkę. Bez kierowcy, sama prowadzi, nie generuje kosztów.. Jeszcze ma przywilej wyjazdu dwa razy w roku na konferencje związane z tematyką, jaką się głównie zajmuje, czyli motoryzacyjną. Bije się o każdy dyżur i czas na antenie. Pisze informacje, jak wtedy, gdy prawie 30 lat temu zaczynała przygodę z dziennikarstwem.
Żeby wierszówka była jak najwyższa.
Czasami się uda, że pensja i wierszówka razem przekroczą dwa i pół tysiąca, czasem nie. Wtedy bierze urlop i ma chałturę. Poprowadzi jakieś autorskie spotkanie za 200, 300 złotych. Ale radiowców na rynku jest sporo, a imprez mało. W komercyjnych nie powinna właściwie brać udziału, bo to jest sprzeczne z warunkami, jakie stawia jej stacja. Ostatnio ktoś ją polecił i zrobiła korektę książki. Wpadło 400 złotych. Wow!
W gazecie, o której napiszę, przede wszystkim wszyscy chcą się zwolnić.

Szukają na małym rynku miejsc, gdzie mogliby wykorzystać swoje pisarskie umiejętności. Chcą być rzecznikami, pracować w biurach prasowych, w reklamie przygotowywać foldery i ulotki. Oczywiście nie wszyscy znajdują pracę.  Praca zależy najczęściej od tego, jakie relacje się nawiązało będąc dziennikarzem z osobami, organizacjami, z którymi się współpracowało. Nie chcę przez to powiedzieć, że w chwili nawiązywania relacji dzisiejsi rzecznicy już myśleli, że zasilą miejscowe urzędy i agendy. Ale gdy życie się toczyło, a na życie brakowało, zaczynali się rozglądać. A toczy się wszystko w takim kierunku, że oglądają się coraz bardziej nerwowo i coraz częściej, jeszcze gdy mają pozycję dziennikarza, przyklepują sobie nowe posady.
Aldona pisała kiedyś reportaże. Bardzo dobre reportaże. Czasem drukowane były w ogólnopolskiej prasie, czasem dostawały nagrody. Spoufaliła się więc Aldona z nieszczęśnikami bez pracy, molestowanymi, wychowującymi niepełnosprawne dzieciaki, chorymi, pogubionymi. Była ich rzecznikiem bez posady.
Jej gazeta już nie chce reportaży mylnie uzasadniając, że reportaży nie chce czytelnik, który nie przeczyta długiego tekstu, woli pooglądać obrazki. Nie chce też poważnej publicystyki, bo nie o publicystykę tu chodzi, ale o zysk. Zysk dla właściciela gazety. Zysk dają reklamy, puszczane sms-y,  kliknięcia, bartery, akcje: najpiękniejsza, najmilsza, mała miss i mały mister.
Pisze więc Aldona i ciągle trzeba skracać jej teksty, bo przecież ona znowu chciałaby dokładnie problem przedstawić, a nie ma na to zapotrzebowania. Sportowcy jako tako zarobią. Nie da się z tego utrzymać, ale zawsze wkręcą się jako komentatorzy na jakiś mecz, coś dorobią. Pracują siedem dni w tygodniu, to ustukają trochę tych tekścików, czyli wierszówki. Aldona nie bardzo. Druga i trzecia gazeta w jej mieście nie przyjmuje nikogo. Dawniej pewnie miałaby szanse, w końcu umiejętności Aldony są znane, ale nie teraz, gdy sam naczelny szuka pracy dla swoich dziennikarzy, żeby nie wyrzucać ich na bruk.  Więc 20-tego, kiedy były wypłacane wierszówki Aldona zdenerwowała się bardzo. Chciała wykrzyczeć tym draniom: szefowej i zastępcy. Ale tylko się rozpłakała.
Zatruła społeczną opinię informacja, że dziennikarze to grupa bardzo dobrze zarabiająca, a ponadto grupa ludzi, którzy zawsze sobie poradzą. Fakt, ten zawód uczy zaradności. Ale zaradność polegająca na tym, że z zawodu odchodzą najlepsi, bo z tego zawodu nie da się wyżyć, nie powinna nikogo cieszyć.
Upartyjnione media publiczne i sprywatyzowane media prywatne nie dają, bo nie mogą dać poczucia bezpieczeństwa pracującym dziennikarzom. Gdy na to nałożymy żenujące płace, mamy serwisy informacyjne o dupie maryni, relacje z castingów, newsy o życiu gwiazd i co rusz bloki programowe. Pracując za małe pieniądze, na śmieciowych umowach, dorabiając na chałturach, oglądając się za inna pracą, nie tworzą dziennikarze treści, o które nam wszystkim powinno chodzić. 
Treści, które budują  więzi społeczne, społeczeństwo obywatelskie, tłumaczą świat , są platformą debaty publicznej, informują, uwrażliwiają na historię ,  kulturę,  ludzką krzywdę i wreszcie niosą dobrą rozrywkę.
Ale i złe i dobre media w takim samym wymiarze mają wpływ na nasz odbiór świata, światopogląd i postawę życiową.
Naprawdę jest się nad czym zastanowić.

Komentarze

Fakt. Można by się rzeczywiście zastanowić. Ciekawe, ile jeszcze jest takich zawodów, gdzie zarobki mierzy się "elitką"?

Ciekawe. Ale naprawdę zawód dziennikarza jest ważny. Z punktu widzenia budownania obywatelskiego społeczenstawa jest ważne czy będą wypełniać misję, czy zabiegać o zarobki, znajomości i układy.

Ale najważniejsze dla mnie, że skomentowałaś mój post. Ja Ciebie znam. Od niedawna. Ale nadrabiam. Szanuję i cenię. Pojawię się niedługo u Ciebie na blogu. Pozdrawiam serdzecznie!!

Naprawdę jest się nad czym zastanowić.

Wracam właśnie z konferencji na temat roli mediów, w trakcie której, gdy jeden z prelegentów mówił o odpowiedzialności środków przekazu, dziennikarzy, wydawców - połowa uczestników wybuchnęło śmiechem.

I ten śmiech tłucze mi się po głowie.
Z jednej strony - no cóż - dziś dziennikarzem może być każdy.
Z drugiej strony... rzeczywistość - czyli to co Pani podniosła: rachunki, koszty, chęć normalnego życia.

Co znaczył ten wybuch śmiechu?

Dziękuję za kolejny dobry tekst Pani Marzeno.
Nisko się kłaniam. Kamil

Dlaczego się śmiali? Bo nie wierzą, że dziennikarze są od czegoś innego jak tylko od pisania tekstów lizusowskich, reklamowych, podporządkowanych. Sami dziennikarze coraz mniej chętnie przyznają sie do misji. Ale jest wielu wspaniałych dziennikarzy, ktorzy doskonale wiedzą co to takiegi ta misja, jaką rolę odgrywa ten szcególny i piękny zawód. Chodzi o to, żeby było ich jak najwiecej i zeby mieli szanse uprawiac zawód tak jak powinni.

Dziękuje za komentarz i pozdrawiam serdecznie

Kilka lat temu na pierwszej stronie lokalnego dodatku Gazety Wyborczej w Kielcach był anons własny: "Umiesz pisać, chcesz pisać do gazety - przyjdź do nas" Nic nie było o wykształceniu, zainteresowaniach, doświadczeniu czy ogólnie mówiąc przygotowaniu do zawodu dziennikarza. Nie wiem jaki był efekt tego wezwania ale dzisiejszy poziom owego dodatku świadczy, że chyba niezbyt dobry.

Anons był kiepski, ale to nie oznacza, że przyjmoiwali wszystkich. Teraz  pewnie wymagania rzeczywiście maleją. Wraz z pensjami, wierszówkami, zasadami...

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze